Nikon Zf: rok z aparatem, który odświeżył mi fotografię

Od lat szukam sprzętu, który daje dobre zdjęcia, ale też chce mi się go zabierać i próbować z nim nowych rzeczy. Gdy rok temu pierwszy raz wziąłem do ręki Nikona Zf, poczułem, że to coś innego. Po dwunastu miesiącach intensywnej pracy mogę powiedzieć wprost: to jeden z najbardziej inspirujących aparatów, jakie miałem.
Wygląd, który budzi emocje
Zf wygląda jak legendarny Nikon FM2. Ludzie się za nim oglądają, a kto pamięta fotografię analogową, od razu czuje nostalgię. Mosiężne pokrętła, korpus ze stopu magnezu i dopracowane detale sprawiają, że po prostu przyjemnie się go trzyma. Ale to nie jest gadżet do szafki. To narzędzie do pracy.
Jakość obrazu
Tryb Monochrome to coś dla każdego, kto lubi klasyczną czerń i biel. Zdjęcia mają dużo szczegółów, szeroki zakres dynamiczny i płynne przejścia tonalne. Pełna klatka i przetwarzanie obrazu dają im głębię i plastykę, która przypomina film. Przez lata byłem przywiązany do symulacji Fujifilm, ale z czasem przestały mnie cieszyć. Zf daje mi to, czego oczekuję, także w kolorze.



Zf ma kilka wariantów trybu monochromatycznego i włączasz go osobną dźwignią obok przełącznika foto/wideo. Zdjęcia w tym trybie zapisują się tylko jako JPEG, ale ten sam efekt łatwo uzyskasz z RAW-a w darmowym NX Studio. W Capture One da się dojść do podobnego wyniku, tylko narzędzie Nikona robi to po prostu lepiej. Moim zdaniem JPEG-i prosto z aparatu są na tyle dobre, że obróbka RAW-ów jest zbędna.

Monochrome sprawdza się w portrecie, ale też na ulicy i w dokumencie. Bez koloru zostaje kompozycja, światło i emocje, a to właśnie one decydują, czy zdjęcie z codziennego życia jest prawdziwe. Dzięki dobrej jakości obrazu i szerokiej dynamice fotografuję też w trudnym świetle i nie tracę detali ani w cieniach, ani w światłach. Kto chce opowiadać historie w czerni i bieli, dostaje tu bardzo mocne narzędzie.

Autofokus, który nie zawodzi
Każdy portrecista wie, że ostrość musi siedzieć na oku. Autofokus Zf z detekcją fazy i rozpoznawaniem twarzy robi to bardzo precyzyjnie. Czy fotografuję zatłoczoną ulicę, czy szybki sport, ostrzy błyskawicznie i bez pudła.
Zdjęcia seryjne do 30 klatek na sekundę sprawiły, że nie przegapiłem żadnego ważnego momentu. Mogę myśleć o historii, którą opowiadam, a nie o tym, czy aparat nadąży.
Wideo
Zf dobrze radzi sobie też z filmem. Nagrywa 4K z pełnym odczytem matrycy i Full HD w 120 kl./s. Slow motion, płaskie profile kolorów i stabilizacja sprawiają, że nawet dynamiczne ujęcia wyglądają bardzo dobrze.
Często robię krótkie formy wideo, więc doceniam prosty interfejs i obsługę zewnętrznych mikrofonów. Nie muszę martwić się o technikę i mogę skupić się na opowieści.
Kompan w podróży
Zf zawsze mam przy sobie. Jest kompaktowy i solidny, więc świetnie sprawdza się w podróży. W zatłoczonych uliczkach i w surowym krajobrazie mogę na nim polegać tak samo.
Ręczne ostrzenie
Manualne ostrzenie w Zf to gratka dla każdego, kto lubi klasyczną fotografię i precyzyjne rzemiosło. Nowoczesne narzędzia w analogowym korpusie sprawiają, że każda klatka jest świadoma i dopracowana.
Gdy podpinam manualne obiektywy Voigtländera, każdy obrót pierścienia ostrości staje się częścią zdjęcia. Wizjer OLED w wysokiej rozdzielczości i powiększenie obrazu pozwalają trafić w najdrobniejszy detal z chirurgiczną dokładnością. Focus peaking podświetla to, co jest ostre, więc nawet delikatne przejścia tonalne widać wyraźnie.

Kiedy technologia spotyka tradycję
Voigtländery słyną z charakteru: pięknego bokeh, mocnego mikrokontrastu i własnego oddania kolorów. Z Zf i jego pomocami do ręcznego ostrzenia fotografuje się nimi czysto dla przyjemności, a efekty trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Stabilizacja matrycy w korpusie działa także ze starymi szkłami, więc nawet przy dłuższych czasach zdjęcie jest ostre. Ręczne ostrzenie przestaje być przeszkodą i staje się częścią pracy nad kadrem. Mogę skupić się na kompozycji i emocji, którą chcę pokazać.
Światło, szkło i ręczna robota. Do tego sprowadza się dla mnie fotografia.

Czy ma wady?
Ma. Brak wbudowanego gripu pogarsza ergonomię przy dużych obiektywach. Ja od zawsze używam małych stałek, więc płaski przód korpusu w ogóle mi nie przeszkadza. Jeśli kiedyś założę coś ciężkiego, to będzie supertele, a wtedy aparat staje się dodatkiem i nikt rozsądny nie trzyma takiego zestawu za korpus. Bateria mogłaby trzymać dłużej, zwłaszcza przy intensywnej pracy, choć w porównaniu z Fujifilm X-T5 wypada naprawdę dobrze. To drobiazgi przy tym, co ten aparat daje.
Aparat, który budzi pasję
Po roku z Nikonem Zf powiem jedno: przez ten aparat znów zakochałem się w fotografii. Klasyczny wygląd idzie w nim w parze z nowoczesną techniką, a zdjęcia mają charakter.
To sprzęt dla kogoś, kto szuka czegoś więcej niż narzędzia do robienia zdjęć. Zachęca do eksperymentów i do patrzenia na świat przez wizjer od nowa. Sprawdzi się u doświadczonego fotografa i u kogoś, kto dopiero zaczyna.
Jeśli chcesz aparatu, który dobrze rejestruje obraz i przy okazji przywraca radość z fotografowania, Zf jest dokładnie tym.






