Fotografia potrafi zatrzymać czas i opowiedzieć to, czego słowa nie udźwigną. James Nachtwey, amerykański fotoreporter i fotograf wojenny, jest jednym z ludzi, którzy zmienili to, jak patrzymy na świat. Jego życie to upór, empatia i potrzeba dokumentowania ludzkiego losu. W tym wpisie opowiem o jego drodze, filozofii pracy, najsłynniejszych zdjęciach i o tym, jak wpłynął na fotografię i na ludzi, którzy te zdjęcia oglądali. To historia człowieka, który z aparatem w ręku był świadkiem historii i mówił w imieniu tych, którzy sami mówić nie mogli.
Początki: od Massachusetts do świata
James Nachtwey urodził się 14 marca 1948 roku w Syracuse w stanie Nowy Jork, a dorastał w Massachusetts. Nic nie zapowiadało, że zostanie jednym z najważniejszych fotoreporterów wojennych naszych czasów. Studiował historię sztuki i nauki polityczne w Dartmouth College i skończył je w 1970 roku. Pod koniec lat 60. zobaczył zdjęcia, które zmieniły mu życie: z wojny w Wietnamie i z ruchu praw obywatelskich w Ameryce. Pokazywały brutalną rzeczywistość wojny i walkę o sprawiedliwość. To przez nie sięgnął po aparat.
Nachtwey nie miał wykształcenia fotograficznego. Był samoukiem. Po studiach pracował jako marynarz w marynarce handlowej, kierowca ciężarówki i asystent montażysty filmów informacyjnych. W wolnym czasie uczył się fotografii, eksperymentował z aparatem i studiował zdjęcia mistrzów, takich jak Henri Cartier-Bresson i Robert Capa. Nauczył się wtedy wytrwałości i cierpliwości, które potem przydały mu się w ekstremalnych warunkach.
W 1976 roku zaczął pracę jako fotograf prasowy w „Albuquerque Journal” w Nowym Meksyku i tam szlifował warsztat reporterski. W 1980 roku przeniósł się do Nowego Jorku i zaczął pracować jako freelancer. W 1981 roku dostał pierwsze zagraniczne zlecenie: konflikt w Irlandii Północnej w czasie strajku głodowego IRA. Wtedy zrozumiał, że jego miejsce to fotografia wojenna i dokumentowanie cierpienia tam, gdzie dzieje się historia.
Filozofia pracy: empatia i rzetelność
Dla Nachtweya fotografia jest misją. Łączy empatię z reporterską rzetelnością. W jednym z wywiadów powiedział: „Używam tego, co wiem o formalnych elementach fotografii, w służbie ludziom, których fotografuję, nie na odwrót. Nie próbuję wygłaszać stwierdzeń o fotografii. Używam jej, by mówić o tym, co dzieje się na świecie”. Aparat jest dla niego narzędziem do pokazywania prawdy i budzenia sumień.
Wierzy, że zdjęcie może zmienić świat. Nie chce tylko dokumentować. Chce, żeby widz zaczął się zastanawiać i coś zrobił. Mówi, że jego zdjęcia mają zmuszać do pytań: „Jak doszło do tej sytuacji? Czy ją popieramy? Co możemy zrobić, by to zatrzymać?”. Nie zależy mu na estetyce dla niej samej. Jego kadry są przemyślane i często uderzające, ale ich siła bierze się z emocji i historii, które pokazują.
Ważny jest dla niego szacunek do fotografowanych. Nie traktuje ich jak obiektów. To ludzie, których cierpienie i godność stara się pokazać z ogromną wrażliwością. Często nawiązywał z nimi kontakt bez słów, gestem albo spojrzeniem, i pytał o zgodę na zdjęcie. To odróżnia go od wielu fotoreporterów i dlatego jego zdjęciom się wierzy.
Cztery dekady na linii frontu
Przez ponad 40 lat Nachtwey fotografował najważniejsze wojny i kryzysy humanitarne. Pracował w ponad 30 krajach: w Ameryce Środkowej, na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Europie Wschodniej i Azji. Jego zdjęcia drukowały „Time”, „National Geographic”, „Life” i „El País”. Od 1984 roku miał kontrakt z „Time”, który dał mu stabilność i możliwość robienia dużych projektów. Współpracował z agencjami: w latach 1980-1985 z Black Star, od 1986 do 2001 z Magnum Photos, a w 2001 roku współzałożył VII Photo Agency.
Fotografował nie tylko wojny. Także klęski głodu, katastrofy naturalne, skutki biedy i choroby, takie jak AIDS i gruźlica. Był w Bośni, w Rwandzie w czasie ludobójstwa i w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Każde z tych miejsc zostawiło ślad w jego pracy i w nim samym.
Jeden z najbardziej dramatycznych momentów przyszedł w Bagdadzie w 2003 roku, w czasie inwazji USA na Irak. Nachtwey jechał w konwoju wojskowym, gdy powstaniec wrzucił granat do pojazdu. Dziennikarz „Time” Michael Weisskopf stracił rękę, próbując go odrzucić. Nachtwey został ranny w kolana, brzuch i twarz. Zanim stracił przytomność, zrobił jeszcze kilka zdjęć medyka ratującego kolegę. Szybko wrócił do pracy i w 2004 roku fotografował tsunami w Azji Południowo-Wschodniej.
Zdjęcia, które wstrząsnęły światem
Wiele zdjęć Nachtweya stało się ikonami współczesnej fotografii dokumentalnej. Opiszę cztery z nich.
„Człowiek z bliznami”, Rwanda, 1994
Jedno z najbardziej znanych zdjęć Nachtweya powstało w czasie ludobójstwa w Rwandzie. Pokazuje mężczyznę Hutu, którego właśnie uwolniono z obozu prowadzonego przez ekstremistów Hutu. Jego twarz pokrywają blizny po ciosach maczetą. Nachtwey wspomina, że mężczyzna nic nie powiedział, ale spojrzał na niego, skinieniem zgodził się na zdjęcie i nawet obrócił się tak, żeby światło lepiej padało na twarz. Zdjęcie stało się symbolem okrucieństwa i ludzkiej godności w obliczu tragedii. W 1994 roku zdobyło World Press Photo.

„Ground Zero”, Nowy Jork, 11 września 2001
Nachtwey był w Nowym Jorku, gdy doszło do zamachów na World Trade Center. Zszedł na Ground Zero chwilę po zawaleniu się wież i fotografował w pyle i gruzie, ryzykując życiem. Jego zdjęcia z tego dnia, w tym słynny kadr ruin z krzyżem z metalowych belek na pierwszym planie, oddają chaos i grozę. Są dokumentem historii, ale też osobistym świadectwem, bo Nachtwey mieszkał wtedy w Nowym Jorku.

September 11, 2001
2001
„Ofiara głodu”, Sudan, 1993
Zdjęcie z ośrodka żywieniowego w Darfurze pokazuje wychudzonego człowieka, który jest zbyt słaby, żeby sięgnąć po wodę leżącą w zasięgu ręki. Porusza prostotą i brutalną szczerością. Widać bezradność i rozpacz w czasie klęski głodu. Nachtwey złapał moment, który zmusza widza do spojrzenia na to, czego wielu woli nie widzieć.

„Kabul w ruinach”, Afganistan, 1996
Zdjęcie z wojny domowej w Afganistanie pokazuje kobietę w burce, która opłakuje brata zabitego w ataku rakietowym talibów. W tle zniszczone centrum Kabulu. Osobista tragedia spotyka się tu z obrazem całego konfliktu. Widać, jak wojna niszczy miasta i ludzi jednocześnie.

To tylko wycinek jego pracy. W każdym z tych zdjęć widać, że potrafi uchwycić istotę ludzkiego doświadczenia: ból, nadzieję, walkę i odporność.
Nagrody i uznanie
Nachtwey jest jednym z najczęściej nagradzanych fotografów swoich czasów. Pięć razy dostał Robert Capa Gold Medal, przyznawany przez Overseas Press Club za odwagę i jakość pracy w strefach konfliktu. Dwa razy zdobył World Press Photo i siedem razy tytuł Magazine Photographer of the Year. Ma też m.in. trzy Infinity Award International Center of Photography, dwie Leica Award, dwie Bayeux-Calvados Award for War Correspondents oraz W. Eugene Smith Memorial Grant in Humanistic Photography.
W 2007 roku był jednym z trzech laureatów TED Prize. Dostał 100 tysięcy dolarów i prawo do „życzenia, które zmieni świat”. Chciał mieć dostęp do miejsc, gdzie dzieje się coś krytycznego, i dokumentować je w nowy sposób, z pomocą nowych technologii i internetu. Tak powstał między innymi projekt XDRTB.org o ekstremalnie lekoopornej gruźlicy.
Jego zdjęcia pokazywano na całym świecie, m.in. w International Center of Photography w Nowym Jorku, w Bibliothèque Nationale de France w Paryżu i w Palazzo Esposizione w Rzymie. W 2016 roku Hood Museum of Art przy Dartmouth College kupiło jego pełne archiwum, ponad 500 tysięcy zdjęć.
Życie osobiste i cena tej pracy
Mimo sławy Nachtwey jest raczej wycofany i bardziej skupiony na pracy niż na promowaniu siebie. Rzadko mówi o życiu prywatnym, a w wywiadach rozmawia głównie o fotografii i o tym, po co ją robi. Mieszka w Nowym Jorku, ale większość życia spędził w drodze, często w ekstremalnych warunkach. Był ranny wiele razy. Poza Bagdadem w 2014 roku drasnęła go kula podczas protestów w Tajlandii, a w latach 90. cudem przeżył w RPA, gdy obok niego zginął inny fotoreporter.
To odcisnęło piętno na jego psychice. W 2023 roku w rozmowie z Andersonem Cooperem dla „60 Minutes” przyznał, że fotografowanie cudzego bólu i żalu to najtrudniejsza część jego pracy. Podkreśla jednak, że robi to tylko wtedy, gdy ludzie sami chcą, żeby świat zobaczył ich historię.
Dziedzictwo: fotografia jako narzędzie zmiany
Nachtwey jest świadkiem historii. Jego zdjęcia przypominają, jak kruche jest ludzkie życie i że trzeba coś robić. Nie ogląda się ich łatwo, bo każą spojrzeć w oczy cierpieniu, którego wielu wolałoby unikać. I w tym ich siła. Sam mówi: „Fotografowie są historykami, ale pracują na krawędzi czasu, gdy teraźniejszość przechodzi w przyszłość”. Wierzy, że obraz może nadać ludzką twarz problemom, które z daleka wydają się abstrakcyjne, i zbliżyć do siebie ludzi z różnych stron świata.
Wpłynął na całe pokolenia fotoreporterów, takich jak Lynsey Addario czy Daniel Berehulak, którzy tak jak on łączą odwagę z wrażliwością. Jego książki, „Deeds of War” (1989), „Inferno” (1999) i „Pietas” (2017), to osiągnięcie artystyczne, ale też moralny apel o sprawiedliwość i pokój.
Człowiek, który widzi więcej
Życie Nachtweya jest splecione z historią ostatnich dekad. Od skromnych początków w Massachusetts, przez lata na linii frontu, po pozycję ikony fotoreportażu. Jego zdjęcia są piękne i przerażające jednocześnie. Odbija się w nich ludzka kondycja, a każde z nich jest też wezwaniem, żeby się zatrzymać i coś zrobić.
Co sprawia, że od ponad 40 lat wraca w miejsca pełne bólu i chaosu? Odpowiada sam: „Wierzę, że ludzie, widząc te zdjęcia, będą chcieli coś z tym zrobić”. Może właśnie w tym jest moc jego pracy: w nadziei, że zdjęcie może być iskrą zmiany.







